2001 – Solanusem wokół Svalbardu

Solanusem wokół Svalbardu
autor: Bronisław Radliński

Po żmudnej drodze samochodem z Bydgoszczy do Świnoujścia, promem do Ystad a następnie z Ystad do Trondheim, zameldowalismy się na jachcie 21.07.2001 o godzinie 2000. Byliśmy bardzo zmęczeni. Nasze myśli skupiały się wokół dwóch czynności, a mianowicie jak najszybszego załadowania sprzętu i prowiantu na jacht oraz położenia się w koi i odpoczynku. Nie dane nam jednak było zaznać snu aż tak szybko. Najpierw odbyło się spotkanie z załogą, która szczęśliwie doprowadziła jacht do Trondheim. Wymieniliśmy spostrzeżenia dotyczące stanu technicznego jachtu, warunków pogodowych i dotychczasowej żeglugi. Dopiero po tych rozmowach udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.

22.07.01. Niedziela – Wspólnie z poprzednią załogą zwiedzamy Trondheim, szukając przy okazji odpowiedniego sklepu, w którym będzie można kupić niezbędne mapy na dalszą podróż. Późnym popołudniem kapitan zorganizował niemalże rytualny wieczór kapitański.

23.07.01. Poniedziałek – Z informacji dostarczonych nam przez Norwegów wynikało, że poszukiwane przez nas mapy można kupić w każdej większej księgarni. Zakupiliśmy więc prawie cały komplet map Svalbardu bowiem kilka znajdujących się w naszym posiadaniu pochodziło z Oceanii. O godzinie 1600 nadal była wyjątkowo ładna pogoda. Nastroje całej załogi pełne optymizmu. Ostatnie spojrzenia na keje i miasto i chwilę później oddaliśmy cumy. O godzinie 1630 minęliśmy lewy pirs Skansen Impet. Obraliśmy kurs 3300 i weszliśmy w Trondheimsfjorden. O godzinie 2105 byliśmy już w Trondheims � Leia, a po prawej burcie mięliśmy piękny „jęzor” cypla Orlan.

24.07.01. Wtorek – Godzina 0300. Mijamy ostatni duży fiord Fro Havet zakończony wyspą Hapten a przed nami już tylko Morze Norweskie. Zero wiatru. Idziemy na silniku. O godzinie 0900 złapaliśmy wiatr w żagle z dobrego kierunku. Od tej pory idziemy z przyzwoitą prędkością 5 węzłów. Przed nami jeszcze wiele mil do przebycia.

25.07.01. Środa – O godzinie 1615 osiągnęliśmy szerokość 66°33’33″ N. Na pokład Solanusa przybył Jego Wysokość Neptun, odprawiając chrzest polarny sześciu członkom załogi. Trzech ma ceremonię już za sobą. Odbyli ją w 1997 roku w czasie wyprawy wokół Islandii.

Płyniemy wprost na Svalbard ze średnią prędkością 5 węzłów. Wieje z kierunku SW. Daje nam się we znaki coraz zimniejszy wiatr. Jesteśmy ciekawi jak będzie na większych szerokościach.

27.07.01. Piątek – Wiatr zmienił kierunek na W i stężał do 7°B. Płyniemy półwiatrem lewego halsu ze średnią prędkością 6 węzłów. Wszystko wskazuje na to, że mamy najlepszy przebieg dobowy w dotychczasowej żegludze – 139Mm.

31.07.01. Wtorek – Godzina 0100. Wiatr wieje z dokładnie z N. Idziemy na żaglach kursem 075° do zachodniego brzegu Spitsbergenu. O godzinie 0700 osiągnęliśmy pozycję 77°00�N, 12°32�E, i minęliśmy prawy trawers fiordu Horsund w odległości ok. 40 Mm. Niedługo potem zrzuciliśmy żagle i uruchomilismy silnik, aby zmienić kurs na 010°.

O godzinie 2000 osiągnęliśmy prawy trawers fiordu Bellsund nadal idąc na silniku. W tym momencie ukazała nam się w całej okazałości zachodnia strona Spitsbergenu. Czuliśmy podniecenie zupełnie jak przed wielkim wydarzeniem sportowym. Było ono tym większe im bliżej byliśmy lądu. Wyraźnie widzieliśmy niekończące się ośnieżone szczyty masywu górskiego, którego podnóża spowijała gęsta mgła unoszącą się z nad spokojnego morza. West Spitsbergen jest największą wyspą archipelagu Svalbard ( 39 500 km2) i jednym z ostatnich miejsc na świecie, gdzie przyroda w 90% zachowała się w swym naturalnym i niezmienionym przez działalność człowieka stanie. Zaledwie 10% powierzchni Svalbardu pokrywa uboga roślinność tundrowa.

01.08.01. Środa – Godzina 1200. Cumujemy w porcie Longyearbyen. Tu spotykamy polski jacht Eltanin z Gdańska. Stoimy obok siebie przy tej samej kei. Gorące przywitanie, krótka wymiana zdań na temat sytuacji w Longyearbyen, gdzie się poruszać i co ciekawego zobaczyć. Okazuje się, że kapitanem Eltanina jest Jurek Różański częsty bywalec Spitsbergenu. Mimo tak serdecznej atmosfery niezwykłego spotkania, dziewięciodniowy przelot daje o sobie znać. Udajemy się na krótki odpoczynek. Przed następnym etapem rejsu do Ny Alesundu czeka nas ogrom pracy związanej z przeglądem jachtu oraz uzupełnieniem paliwa i wody.

02.08.01. Czwartek � W drodze na poranną toaletę do terminalu portowego, słyszymy rozmowy w języku rosyjskim. Okazuje się, że przy nabrzeżu portowym stoi rosyjski holownik z Barentsburga wykonujący usługi dla Norwegów. Po krótkiej rozmowie z załogą dowiadujemy się, że jest możliwość zakupu paliwa i to po bardzo korzystnej cenie. Tankujemy około 200 litrów. Mamy szczęście, w przeciwnym razie czekała nas długa przechadzka z kanistrami w ręku do stacji paliwowej odległej od portu o około 3 km. Po udanej transakcji zakupu paliwa ruszamy na krótki rekonesans po Longyearbyen. Siedzimy w zacisznym pubie stylizowanym na wzór starej chaty traperskiej. O dziwo w tak odległym miejscu prawie na czubku globusa słychać różnojęzyczny gwar turystów z całego świata. Siedząc przy piwie żarliwie dyskutują o swoich wypadach w głąb mroźnego Svalbardu. Nastrój pubu jest iście traperski szczególnie, gdy obserwujemy wchodzących ludzi ubranych w grube puchowe kurtki z bronią na ramieniu. Nie jesteśmy zdziwieni ich uzbrojeniem, biorąc pod uwagę, że na początku każdego z rozpoczynających się szlaków w jakimkolwiek kierunku od osady widnieją tablice ostrzegawcze z napisem: „Uwaga niedźwiedź”. Pijemy ostatni łyk wyśmienicie smakującego na tak odległym krańcu świata Tuborga. Pora opuścić sielską atmosferę pubu i udać się na dalszy rekonesans stolicy Svalbardu. Wyobrażenie o Longyearbyen mieliśmy naprawdę mgliste. Być może wynikało to z tego, że opieraliśmy się na informacjach książkowych z lat 70-tych. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Hotele, restauracje, sklepy, kino, poczta, a nawet biblioteka, świadczą o tym, że nie jest to już osada a raczej spore miasto, zdolne przyjąć dość pokaźną liczbę turystów. Warto wspomnieć bardzo sprawnie funkcjonującym (w sezonie letnim) połączeniu lotniczym z Tromso do Longyearbyen.

Wracamy na jacht. Przy głównym nabrzeżu stoi rosyjski statek badawczo-naukowy Profesor Małczanow. Masywny kadłub świadczy o jego przeznaczeniu do pływania w rejonach arktycznych. Nawiązujemy rozmowę z jego pierwszym oficerem, pytając o sytuacje lodową wschodniej strony Svalbardu. Odpowiedź jest optymistyczna. Na dzień dzisiejszy, to jest na 02.08.2001 „Wschodni Svalbard jest wolny od lodów”. Na jak długo trudno powiedzieć, dlatego wskazany jest rozsądny pośpiech w przygotowaniach do wyjścia w morze. Dodatkowo z biura portowego dostajemy mapkę lodową Svalbardu na dzień 03.08.2001. To utwierdza nas w przekonaniu, że obejście Svalbardu jest bardzo realne. Spożywamy porządny posiłek. Osobiście przygotowuję kapuśniak a�la domowy. Zapraszamy gości z Eltanina, którym moja kuchnia bardzo smakuje. Tak przynajmniej twierdzili.

03.08.01. Piątek – Około godziny 0500 na redę Longyearbyen wpływa Oceania. Staje na kotwicy. Do kei pontonem podpływa bosman, okazuje się, że zabierają z Longyearbyen pracownika PAN z Sopotu i żeglują na południe Svalbardu, kontynuować badania. Dogadujemy się z bosmanem w sprawie wypożyczenia dwóch dużych płaskich kluczy maszynowych. Mamy bowiem problem; silnik jest luźny na łapach mocujących go do jachtu, trzeba koniecznie go dokręcić. Po 10 minutach bosman melduje się z kluczami i daje nam 20 minut na dokręcenie silnika, bo w takim czasie Oceania podnosi kotwice i wychodzi w morze. Skończyliśmy robotę na czas i serdecznie podziękowaliśmy bosmanowi za okazaną pomoc. W iście szalonym tempie bosman dogania idącą już w kierunku wyjścia z fiordu Oceanię. Problem braku kluczy jednak pozostał. W Longyearbyen nie ma możliwości ich zakupu. Jest natomiast możliwość ich zdobycia w Barentsburgu. O godzinie 1300 wychodzimy z Longyearbyen kierując się do Barentsburga gdzie cumujemy o godzinie 1800. Podchodzimy na niskiej wodzie, z dala widać betonowe nabrzeża obłożone wielkimi oponami dużymi ilościami drewnianych belek. Przy bliższej odległości okazuje się, że dla Solanusa woda jest za płytka. Nie możemy tu cumować. Przy głównym nabrzeżu stoi Polar Star, statek pływający z turystami po zachodnich fiordach Spitsbergenu. Po krótkiej rozmowie z kapitanem przez UKF-kę dowiadujemy się, że za 10 minut odchodzą od nabrzeża. Stoimy w dryfie na redzie i czekamy cierpliwie, aż zwolni się jedyne nadające się do zacumowania miejsce.

Nareszcie! Wychodzimy z trudem na wysokie betonowe nabrzeże, ostrożnie pnąc się w górę po ogromnych ciężkich oponach spełniających funkcje odbijaczy dla dużych jednostek morskich. Tu wyłania się widok mocno zmurszałych drewnianych schodów obudowanych prowizorycznymi poręczami, wykonanymi z wąskich długich desek. Pokonujemy i tę przeszkodę wychodząc na główną drogę ułożoną z dużych płyt betonowych ciągnącą się między szeregiem budynków. Na ścianie szczytowej jednego z nich uwagę zwraca ogromny malunek trójcy twórców czerwonej rewolucji Marksa , Engelsa i Lenina. Na potwierdzenie klimatu �starych dobrych czasów� można zobaczyć duże popiersie Lenina, umieszczone w samym centrum osady. Jedyna refleksja jaka przychodzi po wizycie w tym miejscu jest taka, że w tym miejscu czas płynie zdecydowanie zbyt wolno.

04.08.01. Sobota – O godzinie 0200 odchodzimy z Barentsburga w kierunku ostatniego portu na Svalbardzie jakim jest Ny Alesund. Mamy do wyboru dwie trasy w kierunku północnym. Pierwsza bardziej niebezpieczna to przejście przez cieśninę Forlandsundet znajdującą się między wyspą Księcia Karola a Ziemią Oskara II. Niebezpieczeństwo polega na bardzo wąskim i bardzo płytkim przejściu cieśniny na wysokości cypla Sarstangen Ziemi Oskara II. Druga, mniej niebezpieczna to przejście otwartym morzem od zachodniej strony wyspy Księcia Karola. Zdecydowaliśmy się na przejście otwartym morzem i minięcie wyspy Księcia Karola od strony zachodniej. Płyniemy wzdłuż wyspy w odległości około 5Mm podziwiając piękno ośnieżonych szczytów, lśniących w promieniach arktycznego słońca. Około godziny 2300 jesteśmy na wysokości cypla Fuglehuken, końca wyspy Księcia Karola, a o godzinie 0230 wchodzimy do Kongsfjorden, gdzie położona jest osada Ny Alesund. Mimo tak późnej pory słońce ciągle stoi prawie w tym samym miejscu. Kręgi polarne (66033�33�) wyznaczają granicę, powyżej której przynajmniej jeden dzień w roku Słońce nie chowa się poniżej horyzontu. Na Biegunie Północnym dzień polarny trwa 186 dni i 10 godzin, noc polarna 178 dni i 14 godzin . Wraz ze wzrostem szerokości geograficznej długość dnia i nocy polarnej ulega wydłużeniu o 6 dni na każdy stopień (2,4 h na 1 Mm �1�). Ponieważ Svalbard położony jest pomiędzy 740 i 810 szerokości geograficznej północnej tak więc dzień polarny na szerokości 740 trwa od 3 maja do 9 sierpnia to jest 99 dni, a na 810 szerokości od 12 kwietnia do 30 sierpnia to jest 141 dni. Trudno przywyknąć do trwającego 24 godziny dnia polarnego. Najlepszymi wyznacznikami pór dnia są godziny posiłków oraz godziny wacht. Z Barentsburga do Ny Alesundu płyniemy już 26 godzin w większości pod silnikiem ze względu na przeciwny kierunek wiatru.

05.08.01. Niedziela – O godzinie 0445 cumujemy w Ny Alesundzie ostatnim porcie położonym na zachodnim wybrzeżu północnej części Spitsbergenu. Na początku XX wieku wzrosło zainteresowanie bogactwami mineralnymi Svalbardu, głównie węglem kamiennym. Powstały liczne kopalnie a przy nich osiedla górnicze takie jak Longyearbyen, Barentsburg i Ny Alesund. Podejmowane były też próby wydobywania innych surowców, między innymi marmuru w Kongsfjordzie.

W Ny Alesundzie do dzisiaj stoją lokomobile przypominające czasy maszyn parowych. Ny Alesund był ostatnim przystankiem dla sterowca „Norge” udającego się 11.05.1926 roku na Biegun Północny z Lincolnem Ellsworthem, Umberto Nobilem i Roaldem Amundsenem na pokładzie. Świadectwem minionej wyprawy sterowca na Biegun Północny jest ciągle stojąca stalowa wieża cumownicza. Mamy przyjemność osobiście dotknąć wspaniałego reliktu przeszłości, przenosząc się wyobraźnią w tamte czasy. Symbolem wypraw polarnych dla Norwegów jest monumentalny pomnik Roalda Amundsena stojący nieopodal miejsca gdzie rozpoczynano wyprawy na Biegun Północny.

07.08.01. Wtorek – Sprawdzamy stan techniczny jachtu, usuwamy usterki wynikłe w trakcie rejsu, uzupełniamy zapasy wody i o godzinie 1410 oddajemy cumy z nadbrzeża Ny Alesund kierując jacht dalej na północ.

08.08.01. Środa – Godzina 1850 pozycja 80°N, 14°30�E, mijamy lewy trawers wyspy Moffen. W tym dniu morze jest wyjątkowo gładkie. Dzięki temu możemy podejść bliżej jej południowego brzegu. Cała wyspa sprawia wrażenie wyłaniającej się z morza ogromnej platformy, na której potężne cielska morsów leniwymi ruchami przemieszczają się z jednego miejsca na drugie. Ciągle idziemy na silniku.

09.08.01. Czwartek – Godzina 2210 pozycja 80°52�N, 20°15�E, mijamy prawy trawers wyspy Rossoya. Jest to ostatni kawałek lądu wysuniętego najdalej na północ. Dalej już tylko bezkres oceanu arktycznego, aż do samego bieguna.

10.08.01. Piątek – Godzina 0920 z pozycji 81°01�N, 25o02�E w odległości około 1 Mm prawą burtą trawersujemy pierwszą dużą górę lodową. Idziemy kursem drogi 075° z prędkością 3w na zarefowanym rolfoku i bezanie. Wieje z południowego wschodu. O godzinie 1130 z prawej burty w namiarze 045° ukazuje się następna duża góra lodowa w odległości około 1Mm. O godzinie 1140 z lewej burty w namiarze 20° dryfuje trzecia góra lodowa, w stosunku do poprzednich jest bardzo mała, dlatego też zobaczyliśmy ją w ostatniej chwili. Mimo to zdążyliśmy zmienić kurs i uniknąć kolizji.

O godzinie 1400 osiągnęliśmy pozycję 81°06�2�N, 26°38�8�E. Widzialność bardzo dobra, siła wiatru 5-6°B z kierunku południowo-wschodniego, stan morza 4. O godzinie 1625 trawersujemy prawą burtą czwartą górę lodową w odległość około 0,5Mm.

11.08.01. Sobota – Mijamy jeszcze trzy góry lodowe w bezpiecznej odległości, a o godzinie 2200 mijamy lewy trawers wyspy Kvitoya. Wyspy nie widzimy ze względu na bardzo gęstą mgłę, w której żegluga jest naprawdę uciążliwa i wymaga dużej koncentracji sternika w utrzymaniu odpowiedniej prędkości jachtu i jednocześnie wytężonej obserwacji zupełnie niewidocznego horyzontu. Przy tak słabej widoczności i dużej prędkości jachtu w momencie nagłego wyłonienia się góry lodowej, wykonanie manewru zejścia jej z kursu jest praktycznie niemożliwe. O konsekwencjach zderzenia z nią lepiej nie myśleć. Radar na pewno zaoszczędził by nam częściowo stresu, ale ze względu na zbyt skromny budżet wyprawy musieliśmy z niego zrezygnować.

12.08.01. Niedziela – Godzina 2400 przechodzimy prawą burtą trawers Wysp Króla Karola w odległość około 8Mm. Gęsta mgła w dalszym ciągu nie ustępuje.

14.08.01. Wtorek – O godzinie 1815 w odległości około 12Mm mijamy lewy trawers wyspy Hopen. Widoczność poprawiła się na tyle, że wyspę widzimy w całej okazałości. W miarę żeglowania na południe, systematycznie powraca normalny rytm dnia i nocy, towarzyszący nam do niedawna całodobowy blask słońca pozostaje tylko w naszych wspomnieniach.

20.08.01. Poniedziałek – Między godziną 1300 a 1400 zamykamy pętlę Archipelagu Svalbard.

24.08.01. Sobota – Godzina 2400. Po 18 dniach ciągłej żeglugi z Ny Alesundu wreszcie cumujemy w porcie Alesund. Wszyscy myślimy o jednym – gorącej kąpieli i wyspaniu się w zaciszu portowej kei.

27.08.01. Poniedziałek – Godzina 1150. Wychodzimy z Alesundu kierując się do Helsingoru, a następnie do Helu by tam ostatecznie dokonać odprawy celnej.

07.08.01. Piątek – Wchodzimy do Górek Zachodnich, oficjalne kończąc wyprawę.

Trasa Rejsu

Rejs trwał 49 dni w terminie od 21 lipca do 7 września 2001 r., na trasie Trondheim � Longyearbyen � Ny Alesund � Alesund � Helsingor � Hel � Górki Zachodnie. Trasa wiodła przez Morze Norweskie, Morze Grenlandzkie, Morze Arktyczne, Morze Barentsa. W drodze z Ny Alesundu do Alesundu osiągnięto 81006� szerokości północnej. Ogółem przebyto 3764Mm.